Czy pierwsza miłość jest tą ostatnią?

„Już byłem Małym Księciem i miałem swoją różę” Długo zastanawiałam się czy to znaczy, że coś straciłam, czy wręcz przeciwnie zyskałam?

Pierwsza miłość, bezinteresowna, szczera, uczciwa…. same superlatywy, nawet jak koniec był rozczarowaniem i porażką. Idealizujemy bo boimy się, że już nigdy nas nie spotka. Układamy historie, której wiarygodność znamy tylko my sami. Bronimy jej jak twierdzy, choć runęła bo byliśmy za słabi. Staje się naszą jedynie słuszną prawdą.

Rozpaczamy, liżemy rany, zatracamy się i obiecujemy sobie, że już nigdy nie damy się tak ponieść. Nasze kolejne wybory powinny być racjonalne, z naszej woli, przemyślane i jedynie słuszne. Emocje pod kontrolą, w kagańcu, bezpieczne.

Czasami przeszywa nas fala pragnienia, ale im szybciej uda nam się ja stłumić tym straty będą mniejsze. Dajemy się ponieść, chwilowo, z pełną kontrolą.

Ponad wszystko cenimy poczucie, że jesteśmy panami swojego losu. Miłość jest jak produkt z supermarketu. Kiedy przyjdzie czas – o czym my zdecydujemy, dokonamy wyboru najkorzystniejszego dla nas. Wybierzemy opakowanie, sprawdzimy składniki, ocenimy jakość i za odpowiednią cenę przy odrobinie zachodu, weźmiemy ją z półki i nazywać będziemy miłością.

Choć to z pewnością będzie „kot w worku”. Nasza kalkulacja stanie się przekleństwem, produktem miłosno – podobnym, który być może szukał nas w tym samym supermarkecie.

Przy odrobinie zachodu, starań prawdopodobnie zdobędziemy to co chcemy. Tylko czy to co chcemy jest tym czego pragniemy….

Pragniemy miłości, może już nie tej pierwszej, ale stabilnej choć ciągle boimy się, że kolejna nie będzie tą ostatnią.

Po przeżyciu pierwszej miłości, nie satysfakcjonuje nas już tylko ekscytacja, chcemy czegoś więcej? Przyjaźni? Banalne, ale prawdziwe, bo przed niczym nie żywimy takiej obawy jak przed utratą poczucia bezpieczeństwa. Przyjaźń to więź, budowana kawałek po kawałku, solidna i trwała.

Nie do kupienia. Nigdzie.

Komentarze

  1. J-J

    Przy miłości nigdy nie jesteśmy panami własnego losu. Można w nią wierzyć lub nie wierzyć. Przy miłości nigdy nie jesteśmy panami własnego losu. Można w nią wierzyć lub nie wierzyć. Można z niej żartować, uważać że jest tylko mieszanką jakiś dziwnych składników chemicznych zachodzących w naszym ciele – nie wiem czy w głowie, czy w sercu, czy w duszy… W markecie jej nie znajdziemy. To ona znajdzie nas w najmniej odpowiedniej chwili i często dając nam mało odpowiednią osobę. Często Jesteśmy pewne, że ona nas nigdy nie spotka. W końcu jesteśmy już za stare, zbyt stabilne emocjonalnie, mamy mężów i dzieci. Po co burzyć ten spokój? Jednak ona czai się na nas i atakuje z ukrycia. Daje nam o wiele starszego lub za młodego faceta, albo żonatego, albo zbyt daleko mieszkającego, albo z innego świata, albo zbyt blisko naszego świata… Masz Agnieszko rację, kiedy na początku przeszywa nas fala pragnienia ale mamy w głowie jakieś „ale” musimy ją jak najszybciej stłumić, wtedy straty będą mniejsze. Pozdrawiam ciepło i przesyłam piosenkę dla wszystkich dziewczyn. https://www.youtube.com/watch?v=6km-dDFjnTk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *